Zaopiekuj się mną Nowy wymiar rodzicielstwa
Jak bezradność staje się siłą, a focusing kluczem do budowania autentycznej więzi z dzieckiem i samym sobą. Zapraszamy do refleksji nad rozmową Anny Raczkiewicz i Krzysztofa Górskiego – prowadzących warsztat dla rodziców „Zaopiekuj się mną”.
Usiądź wygodnie, może z kubkiem dobrej herbaty. Znajdź chwilę na zatrzymanie i refleksję. Zapraszamy Cię do doświadczeniowego czytania. Postaraj się fokusować i szukać swojego wewnętrznego poczucia, tzw. felt sensu, wokół myśli, które tu znajdziesz. Jak to, czego się dowiadujesz, ma się do Twojego życia i Twojego doświadczenia jako rodzica?
W dzisiejszym świecie, pełnym poradników i gotowych recept na „idealne rodzicielstwo”, łatwo poczuć się zagubionym. Presja, by zawsze wiedzieć, zawsze dawać i zawsze panować nad sytuacją, bywa przytłaczająca. A co, jeśli powiemy Ci, że klucz do głębszej relacji z dzieckiem leży gdzie indziej? Właśnie o tym, w fascynującej rozmowie, opowiadają Anna Raczkiewicz i Krzysztof Górski, prowadzący warsztat „Zaopiekuj się mną”. Ich perspektywa rzuca nowe światło na to, co to znaczy być rodzicem.
Rodzicielstwo to nie tylko dawanie. O rewolucji w relacji z dzieckiem
Tytuł warsztatu – „Zaopiekuj się mną” – jest celowo dwuznaczny. Kto ma się kim zaopiekować? Czy to wezwanie do opieki nad dzieckiem, czy może prośba płynąca od samego rodzica? Ta podwójność jest punktem wyjścia do fundamentalnej zmiany myślenia o rodzicielstwie.
„Rodzic to nie jest tylko ten, który daje, daje, daje, studnia, z której czerpiemy wodę, tylko ta woda musi napłynąć do studni.”
To potężna metafora, która obala mit rodzica jako niewyczerpanego źródła energii, cierpliwości i zasobów. Prowadzący warsztat podkreślają, że relacja rodzicielska to wymiana. Aby móc dawać, rodzic musi również otrzymywać – wsparcie, zrozumienie, chwilę oddechu. Musi pozwolić, by jego „studnia” została napełniona.
Wszyscy znamy popularną metaforę maski tlenowej z samolotu: „najpierw załóż maskę sobie, potem dziecku”. Zwykle interpretujemy ją jako potrzebę zewnętrznego zadbania o siebie – pójścia na spacer, na jogę, spotkania z przyjaciółmi. Jednak Anna i Krzysztof idą o krok dalej. Twierdzą, że ta „maska tlenowa” znajduje się również w samej relacji. To możliwość pokazania swojego zmęczenia, smutku czy trudności i pozwolenie dziecku, by na to zareagowało – gestem, słowem, przytuleniem.
Siła bezradności: Dlaczego warto pokazać dziecku swoje prawdziwe emocje?
Jednym z największych tabu współczesnego rodzicielstwa jest bezradność. To uczucie, którego rodzice często się wstydzą, które przykrywają złością lub lękiem. Społeczny przekaz jest jasny: rodzic ma „ogarniać”, wiedzieć, co robić. Bycie w roli rodzica często wyklucza bycie po prostu człowiekiem, który czasem nie wie, czuje się zagubiony i bezsilny.
„Bezradność jest uczuciem rodzicielskim. (…) Tylko tego nie chcę ugłaśniać, nie chcę tego przyznać, przyjąć tego, że na przykład czegoś potrzebuje, że nie wiem co robić…”
Prowadzący warsztat przekonują, że przyznanie się do bezradności nie jest oznaką słabości, a wręcz przeciwnie – może być źródłem niezwykłej siły i budować głębszą więź. Kiedy rodzic autentycznie komunikuje swoje uczucia, dzieje się coś magicznego:
- Dziecko uczy się empatii: Widząc smutek czy zmęczenie rodzica, dziecko ma szansę zareagować współczuciem. Jak w przykładzie mamy z migreną, której córka przyniosła miskę – dziecko nie zostało przytłoczone, lecz mogło aktywnie pomóc.
- Buduje się sprawczość dziecka: Kiedy dziecko widzi, że jego reakcja (np. pogłaskanie po głowie) przynosi rodzicowi ulgę, uczy się, że ma moc pozytywnego wpływania na innych. To fundamentalna lekcja o dawaniu, nie tylko braniu.
- Relacja staje się autentyczna: Zamiast budować fasadę wszechmocnego opiekuna, tworzymy przestrzeń na prawdziwe, ludzkie doświadczenie, w którym jest miejsce na wszystkie emocje – także te trudne.
To samo dotyczy nauczycieli czy innych osób w rolach pomocowych. Przyznanie przed klasą: „Słuchajcie, tak szalejecie, że ja po prostu nie wiem, co mam z wami zrobić”, może sprawić, że dzieci nagle „zobaczą” nauczyciela jako człowieka i wezmą odpowiedzialność za sytuację. Pokazanie swojej bezradności budzi empatię i sprawczość w otoczeniu.
Focusing: Jak usłyszeć, czego naprawdę potrzebujesz?
Wielu rodziców przychodzi na warsztaty z poczuciem porażki: „Przeczytałam wszystkie poradniki, a i tak nie wychodzi”. Wiedza intelektualna to jedno, ale prawdziwa zmiana pochodzi z innego miejsca – z wnętrza, z ciała, z żywego doświadczenia. I tu właśnie kluczową rolę odgrywa focusing.
„Focusing nas skontaktuje z naszym żywym doświadczeniem, czyli właściwie na przykład z tą potrzebą rodzica, który teraz potrzebuje dostać, a nie być w roli daje, daje, daje.”
Focusing to metoda, która pozwala nawiązać kontakt ze swoim wewnętrznym, cielesnym odczuciem – felt sensem. To nie jest analiza intelektualna, ale wsłuchiwanie się w to, co ciało próbuje nam powiedzieć. Na warsztatach rodzice odkrywają w ten sposób swoje głębokie, często nieuświadomione potrzeby: „potrzebuję przestrzeni”, „potrzebuję zrozumienia”, „potrzebuję odetchnąć”.
Ta metoda pozwala na stworzenie własnego, autorskiego modelu rodzicielstwa. Zamiast ślepo podążać za zewnętrznymi wskazówkami, rodzic uczy się czerpać z wiedzy poradników. Odkrywa jak przepuszczać ją przez filtr własnego doświadczenia i wybierać to, co jest w zgodzie z nim samym. To droga do odnalezienia swojego unikalnego sposobu bycia rodzicem.
Metafora jako bezpieczny język doświadczenia
Co ciekawe, praca z focusingiem często odbywa się w języku metafor. Uczestnicy nie muszą opowiadać szczegółów swoich trudnych sytuacji. Zamiast tego mówią o „skrzyneczce z trudnościami”, „zwierzątku, które boi się wyjść z norki” czy „wewnętrznym tornado”.
Ten symboliczny język jest niezwykle bezpieczny. Pozwala na głębokie spotkanie ze sobą i innymi, na bycie usłyszanym i zobaczonym, bez konieczności obnażania się z intymnych detali. Inni uczestnicy mogą rezonować z metaforą, zaciekawić się nią, co prowadzi do głębokiego poczucia bycia w kontakcie i zrozumienia. To siła grupy, która tworzy bezpieczną atmosferę, gdzie „wieczka od skrzyneczek się uchylają”, a w zamian do środka wpada światło empatii i wsparcia od innych.
Siła grupy: Nie jesteś sam w swojej bezradności
Jednym z najpiękniejszych odkryć na warsztacie jest to, że inni rodzice czują podobnie. Poczucie izolacji i wstydu ustępuje miejsca uldze i poczuciu wspólnoty. Kiedy jeden z rodziców dzieli się swoją trudną historią, a w odpowiedzi pojawiają się łzy zrozumienia i empatia, dzieje się coś niezwykłego.
„Jak pojawia się ta łza, to pojawia się empatia i pojawia się miejsce na tą łzę, ale też pojawia się właśnie to, że realizuje się ta potrzeba pomocy, która w każdym z nas jest.”
Grupa staje się żywym dowodem na to, że ludzie chcą słuchać, wspierać i pomagać. Okazuje się, że nasza słabość i niemoc nie odstraszają, a wręcz przeciwnie – zapraszają innych do bliskości, budują więź. Uczestnicy wymieniają się numerami telefonów, oferują sobie nawzajem wsparcie. Zaczynają pleść sieć relacji, którą mogą przenieść do swojego życia – do domu, do dzieci, do partnerów.
Bycie widzianym w swojej niedoskonałości, w smutku, w chorobie, w poczuciu, że „nie daję rady”, jest uzdrawiające. To kwintesencja człowieczeństwa – czasem dajemy radę, a czasem potrzebujemy drugiej osoby, by móc od niej dostać.

Zaopiekuj się sobą, by móc opiekować się innymi
Podsumowując, warsztat „Zaopiekuj się mną” to zaproszenie do podróży w głąb siebie. To przestrzeń, w której możesz odkryć, czego Ty – jako rodzic i jako człowiek – naprawdę potrzebujesz. Czego potrzebuje Twoje dziecko? I czego potrzebuje Wasza relacja, by mogła rozkwitnąć?
Jak mówią prowadzący, „trudno opiekować się kimś innym, jeśli nie umiem się sobą zaopiekować”. To nie jest egoizm. To fundament zdrowego, autentycznego i pełnego miłości rodzicielstwa. To inwestycja w siebie, która procentuje w relacji z dzieckiem i całym otoczeniem.
Zapraszamy Cię do dalszej eksploracji tych tematów, do słuchania siebie i swojego ciała. Bo prawdziwa zmiana nie pochodzi z poradnika, ale z Twojego żywego, osobistego doświadczenia.
Photo by James Wheeler on Unsplash